logo

Wesele w Koronie Karkonoszy

Wesele w Koronie Karkonoszy.

Wieczór był pochmurny i wietrzny. Dwór Korona Karkonoszy leżący w małej miejscowości Sosnówka, nieopodal Karkonoskiego Parku Narodowego pokrył się zmarzniętym deszczem. To była sobota wieczór, dzień poprzedzająca wesele Edyty i Krzyśka, zaplanowane na ostatnią w 2018 roku niedzielę. Sylwestrową niedzielę. W sali balowej odbywało się w tym czasie inne przyjęcie weselne, więc postanowiłem wypakować sprzęt i odpocząć po długiej podróży.

Afryka w Karkonoszach.

Szedłem długim korytarzem, moją uwagę zwróciły wiszące na ścianach ramki z obrazkami opisującymi style pokoi gościnnych. „Kajuta marynarza”, „Apartament botaniczny”, „Salonik Królowej Śniegu” czy „Rajskie ogrody”, ciekawe – pomyślałem. Drzwi do których pasował klucz jaki trzymałem w ręce miały plakietkę „Pokój Afrykański”. Zawahałem się. Co może być w takim miejscu? Może kolorowo zdobiona maska wodza masajskiego plemienia lub czerwone „Shúkà” – tradycyjne płótna noszone przez członków plemienia? A może to tylko podpucha? Hmm… kto nie ryzykuje nie żyje, pomyślałem i nacisnąłem klamkę.

Wewnątrz było dziko i tajemniczo, jak na safari, o którym z resztą marzę od dawna… pokój wystrojony w stylu kolonialnym, pełny koloru i kontrastu. Natychmiast doznałem ciepła otulającego afrykańskiego wiatru, który parzył moją przemoczoną i zmarzniętą twarz. Ciepła słońca, którego żar spada na piasek Sahary i rozgrzewa go do czerwoności… Zapomnieć choć na chwilę o zimowym, lodowatym deszczu. To było warte wszystkiego. Zostałem na kontynencie afrykańskim do następnego świtu.

Dzień wesela.

Słońce niedzielnego poranka strąciło dokuczliwy wiatr w stronę Karkonoszy i pogoda poprawiła się na tyle, że wybrałem się na przechadzkę.

Postanowiłem przed wyjściem przygotować sprzęt. Dwa aparaty pełnoklatkowe marki Canon wraz z bardzo jasnymi obiektywami stało-ogniskowymi – 20, 35, 50 i 100 milimetrów, zapasowe akumulatory i wyzwalacze radiowe do lamp. Świeżo sformatowane karty pamięci, każda po 32 gigabajty gotowa przyjąć setki fotografii zapisanych w cyfrowych negatywach. Paski i akcesoria. Wszystko grało.

Wracają ze spaceru odwiedziłem salę balową, już posprzątaną po sobotnim weselu i niemal gotową na przyjęcie kolejnych gości. Ustawiłem lampy błyskowe w czterech rogach, z czego dwie na balkonach. Dzięki takiemu rozmieszczeniu mogły błyskać z lepszego kąta i korzystniej modelować osoby a pozostałe dwie wypełniać pomieszczenie. Byłem gotowy.

Edyta i Krzysztof rozpoczynali przygotowania ślubne. Nadszedł czas.

M.

Leave a comment